Kunsztowność Wielowymiarowych Intytulacji
czyli trzy spojrzenia na Jean-Claude'a Foresta

Jean-Claude Forest nie jest być może w Polsce synonimem komiksowej klasyki, przypuszczam, że nawet nie wszyscy fani gatunku mogą kojarzyć tego pana z nazwiska. Jednak podam kilka faktów, dla których warto, a nawet należy poświęcić mu nieco uwagi i tekst w naszym magazynie.

Po pierwsze - Forest tworzył komiksy od lat pięćdziesiątych (jego pierwszy komiks powstał w roku 1949) i publikował aż do śmierci w roku 1998. To co komiks francuski mu zawdzięcza trudno wręcz wyartykułować. Napiszę tylko, że uważa się go za prekursora komiksu dojrzałego, adresowanego do dorosłego czytelnika. Oczywiście zaczynał od komiksów dziecięcych, innych wtedy nie było, jednak jego najbardziej znane (niestety nie w Polsce) dzieło - "Barbarella" zapoczątkowało zupełnie nowy nurt. Ci, którzy być może kojarzą głośny, choć raczej niezbyt udany film Rogera Vadima z 1968 roku, mogą pomyśleć, że Barbarella to jakieś stare, niewarte uwagi farfocle. Byłoby to tak, jakbyśmy oceniali pierwsze "Tytusy" na podstawie naszego wybitnego wytworu rodzimej kinematografii, będącej adaptacją tego tytułu.

Dość powiedzieć, że mimo wysokiego poziomu artystycznego, Barbarella padła ofiarą cenzury (mówię o komiksie), zakazano jej afiszować, reklamować i sprzedawać nieletnim, i to nie w purytańskiej Ameryce, ale w libertyńskiej Francji.

Po drugie - nawet najstarsze rysunki Foresta cieszą oko swoją kreską, a przecież jego styl ewoluował na przestrzeni dekad, przeszedł od niemal klasycznej czystej linii do znacznie bardziej wyrafinowanych technik. Zdarza Wam się czasem wziąć jakąś klasyczną pozycję do ręki i zamiast skrzywić się z niesmakiem nad jej siermiężnością i zdezelowaniem, pomyśleć - "ech, tak się kiedyś rysowało komiksy..."? Ja mam takie odczucia przy komiksach Foresta.

No i w końcu - Jean-Claude Forest był filarem (niemal redaktorem naczelnym) magazynu "(A Suivre)" - franko-belgijskiej legendy Castermana, który stworzył podwaliny pod tzw. komiks powieściowy, gatunek otoczony kultem w latach osiemdziesiątych, teraz nieco podupadłym, lecz obrosłym potężną legendą i wieloma znakomitymi dziełami. Może wystarczy przypomnieć, że Forest był autorem scenariusza słynnego "Ici Meme" Tardiego, opublikował też samodzielnie kilka komiksów o porównywalnej sile wyrazu.

Na zakończenie wstępu - mała niespodzianka (dla osób ze słabą pamięcią do nazwisk) - Jean-Claude nie jest kompletnie nieznany w Polsce, choć przypadłość ta dotknęła niemal wszystkich istotnych twórców francuskiego komiksu (co być może jest powodem powszechnej i nadużywanej opinii o podłej jakości komiksów znad Sekwany). W roku 1990 ukazał się u nas jego album "Uśpiona Gwiazda", a następnie dwa lata później doczekał się on kontynuacji (w czerni i bieli) na łamach jedynego numeru magazynu CDN. Ilustratorem serii był Paul Gillon, znany także z tego, że wzorował się na nim Bogusław Polch.

W hołdzie wybitnemu artyście - poniżej garść spostrzeżeń na temat trzech jego komiksów.

"La Jonque Fantome Vue de l'Orchestre"
Widmowa Dżonka Widziana z Orchestry
Casterman
Tournai, kwiecień 1985 (wydanie II)
104 strony (80 plansz)
plansza

Jeśli ten tytuł wydaje się niezrozumiały po polsku, to jak dziwaczny musi się wydawać po francusku? Śpieszę z wyjaśnieniem, że dżonka to chińska łódź drewniana, a orchestra to miejsce między sceną a widownią w teatrze greckim. Komiks jest długi, jak zwykle w publikacjach z "(A Suivre)", a jego treść nieraz meandruje, zaskakując czytelnika niespodziewanymi zwrotami.

Rzecz zaczyna się jak komiks wojenny. Główny bohater jest kanonierem na niszczycielu francuskiej marynarki wojennej w czasach II Wojny Światowej (nazwy statków zaczerpnięto od francuskich łodzi podwodnych przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, ale chyba tylko dla zwiększenia realizmu). Jako czas akcji autor podaje enigmatycznie: 11 września roku tysiąc dziewięćset któregoś, jeśli jednak weźmiemy pod uwagę, że wkrótce po zajęciu Francji przez Niemcy flota brytyjska zniszczyła flotę francuską (głośna operacja Katapulta zakończona 4 lipca 1940, w wyniku której Francja przestała się liczyć w walce morskiej), to musiało się to dziać w roku 1939, zaraz po wybuchu Wojny.

Zaraz na drugiej stronie, główny bohater wyjaśnia czytelnikom, że Francja jest solidarna wobec swoich sojuszników i to udowadnia. Nieco to odbiega od naszego polskiego rozumienia tej kwestii, ale trzeba przyznać, że gdy Niemcy chcieli zająć resztki floty Vichy, Francuzi sami zatopili swoje okręty, więc niech już Forestowi będzie. Ciekawy wątek wojenny jest jednak szybko przerwany, by odtąd przewijać się już tylko w tle, budując barwne tło historyczne i obyczajowe.

Gaston Gamine - pechowy marynarz wyrzucony za burtę, uchodzi z życiem i zostaje wyrzucony przez falę na ląd, w kraju o dźwięcznej nazwie Saravonie Argovine (zdaje się gdzieś w okolicach dawnej Jugosławii). Trauma spowodowana walką sprawia, że postanawia zdezerterować i wkrótce zostaje pomocnikiem sprzedawcy "okien higienicznych" - niezwykłego produktu mającego niewyjaśnione właściwości. To zaledwie 10 pierwszych plansz tego trochę zwariowanego komiksu, w którym rzeczywistość miesza się ze snem, a opowieść toczy się swoim własnym rytmem, za nic sobie mając tradycyjne recepty budowania fabuły.

Rysunki Foresta sprawiają wrażenie jakby powstawały z wielką łatwością, a zarazem oszałamiają ilością szczegółów, doskonałym oddaniem proporcji ciała, gry światła, perspektywy i znakomitym kadrowaniem. Komiks jest ewidentnie tworzony z myślą o czerni i bieli, zresztą takiej plątaniny kresek nikt by chyba sensownie nie pokolorował. Trochę to przypomina wczesne prace Rosińskiego (jeszcze przed Thoraglem), ale pamiętajmy, że Forest specjalizował się w zupełnie innej technice rysunku, a to stworzył w zgodzie z nową linią macierzystego periodyku.

Jak napisałem, historia szybko zmienia się z wojennej w obyczajową, następnie w fantastyczną, a w końcu w coś tak niespotykanego, że nawet nie będę próbował znaleźć odpowiedniego terminu. Nie wiem, czy ten komiks kiedyś ukaże się w Polsce choćby we fragmentach, bo ma już swoje lata, a nasi wydawcy boją się (i nie bez powodu) wydawać "starocie", ale i tak dalsze ujawnianie elementów opowieści byłoby z mojej strony nieuprzejme.

Komiks podzielony jest na 8 rozdziałów (to też typowe dla tego nurtu) o dość malowniczych tytułach w rodzaju: "Młoda kobieta wyśniona, wspaniała i z ręką na temblaku" albo: "Panienko, pani i ja nie jesteśmy tym, czym pani sądzi". Jestem pewien, że autor świetnie się bawił snując tę historię, szczególnie, że honorarium za nią zainkasował dwukrotnie (publikacja prasowa i reprint w albumie). Pierwsze wydanie albumowe ukazało się już w roku 1981, dlatego opis tego albumu otwiera niniejszy tekst.

"Enfants C'Est l'Hydragon qui Passe"
Dzieci, to Hydragon nas Mija
Casterman
Tournai, sierpień 1984
64 strony (54 plansze)
plansza

Forest nie musi nikomu nic udowadniać. W szczególności - że komiks to gatunek sztuki i że potrafi dotknąć najistotniejszych tematów. A ponieważ nie musi, to tego nie robi. I dobrze.
Natomiast trochę gorzej, że taki obrazkowy wyjadacz, który osiągnął już niemal wszystko, produkuje komiks, który mimo posiadania wszelkich, jakby się wydawało, niezbędnych walorów, trochę czytelnika męczy. I na końcu, kiedy od posłowia dzieli nas zaledwie kilka kartek, zastanawiamy się, kiedy w końcu zacznie coś się dziać?

Historia zaczyna się od klamry kompozycyjnej i retrospekcji - już od pierwszej strony. Znajdujemy się w Paryżu, w samym środku świetnie opowiedzianej historii obyczajowej. Narrator - dziesięcioletni hermafrodyta o imieniu Jules (nie wiadomo czemu na rysunkach przedstawiany jako dziewczynka), przywołuje wspomnienia trudnego dzieciństwa z paranoiczną matką i nieumiejącym znaleźć sobie miejsca w życiu ojcem. Rysunki toną w didaskaliach, które wylewają się z ramek i opływają kontury postaci i sprzętów. Na tym etapie, przez pierwszych kilka stron ten zabieg jest uzasadniony. Niestety scenarzysta jakoś nie wyczuł momentu, kiedy należy poprowadzić opowieść własnym torem i toczy fabułę w tak przytłaczający sposób do samego końca. Stron, gdzie przeważają dymki jest tu dosłownie kilka.

Jeśli chodzi o rysunek, to jest to kreska Foresta w najlepszym wydaniu. Album ten musiał być niemałym wyzwaniem przy kolorowaniu, ponieważ kontury są tu dość swobodnie zaznaczone, a drugi plan składa się niemal wyłącznie z bazgrołów (ale przynajmniej ładnych bazgrołów). Takie plansze najlepiej wyglądają pokolorowane różnymi odcieniami tej samej farby, jednak kolorysta używa całej gamy barw, co wygląda dość nienaturalnie, nie wspominając już o takich szczegółach jak zmiany jasności postaci wraz ze zwiększeniem odległości od "kamery".

Okładka wydawnictwa Casterman wygląda tak ascetycznie, że okładka dowolnego Tytusa to przy niej "Bitwa pod Grunwaldem". Dziecko (na całą stronę) trzymające w ręku zabawkę, reszta strony (tam gdzie nie ma dziecka ani zabawki) jest biała. Brak nawet karteczki z napisem "opakowanie zastępcze". Aż chce się taki komiks kupić. Kiedy jednak rozłożymy obie strony okładki i wielgachne obwoluty (tzw. skrzydełka), uwidacznia się szerszy zamysł artystyczny rysownika. Teraz widzimy cały szereg głównych bohaterów komiksu i jakiegoś zawodnika na motorze (z komiksu dowiemy się kim on jest, ale nie za bardzo).

Moje zastrzeżenie do fabuły jest takie, że sprawia ona wrażenie streszczenia jakiegoś większego pomysłu, zarysowanego z dużym rozmachem i porzuconego w połowie z powodu zderzenia z możliwościami czasowymi autora. W wyniku tego, coś co zapowiadało się jak zupełnie przyzwoita historia, pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu a nawet niedokończenia (niektóre wątki znikają jakby nigdy się nie pojawiły), szczytem wszystkiego jest tu tajemnicza kaseta filmowa ukryta w kolbie karabinu i maszyneria do jej odtworzenia, która po pierwszym pojawieniu się w komiksie już nigdy nie zostaje wspomniana. Gdyby to był Kwapiszon i tajemnicza szkatułka, byłoby to zrozumiałe a nawet zabawne, a tak pozostaje tylko wzruszenie ramionami i odstawienie komiksu na półkę.

Autor miał dużo ciekawych pomysłów - jak wspomniałem komiks zaczyna się jak historia obyczajowa. Potem mamy opowieść marynistyczną (właściwie rzeczną), coś w rodzaju opowiadania politycznego (w rodzaju "Polowania" czy "Falang Czarnego Porządku") i wreszcie opowieść sensacyjną, a to wszystko nakłada się na postać "szalonego naukowca" i wynalazcy (którego wynalazki nie znalazły już niestety miejsca w komiksie).

Podsumowując - komiks jest dość nietypowy, z jednej strony ciekawy, z drugiej niezbyt szczęśliwie wykonany i raczej nie polecałbym go jako pierwszy kontakt z twórczością Foresta. Po zastanowieniu - w ogóle bym go raczej nie polecał. Jest jednak sporo bardziej wartościowych albumów. Chyba, że szukacie czegoś do czytania nad rzeką.

"Il Faut y Croire pour le Voir"
Trzeba w to wierzyć aby zobaczyć
Dargaud
rys. Alain Bignon
Pantan, styczeń 1996
104 strony (100 plansz)
plansza

Dwa lata przed śmiercią Foresta ukazał się kolejny jego komiks, który bez obaw można nazwać powieściowym. Tym razem Forest jest jedynie autorem scenariusza, za warstwę wizualną odpowiada Alain Bignon. Album ukazał się w ramach serii Long Courrier wydawnictwa Dargaud (komiksem "Hydragon" Forest zakończył współpracę z magazynem "(A Suivre)" wydawnictwa Casterman). Ten album to komiksowy ewenement w roku 96, nie tylko zawiera bite 100 plansz, ale jeszcze ukazał się w kolorze. Tylko twórca rangi Foresta mógłby przekonać wydawcę to podjęcia takiego ryzyka, na rynku gdzie przeważają 46-planszowe albumy.

Czy ryzyko się opłaciło? Niewątpliwie. Album zebrał doskonałe recenzje, trudno mi zgadywać wyniki sprzedaży, jednak myślę, że wydawca wyszedł na swoje, a linia wydawnicza Long Courrier święciła również inne tryumfy. To doskonała wiadomość dla fanów dojrzałego komiksu, ponieważ dowodzi, że ambitny komiks nie umarł wraz z zakończeniem działania "(A Suivre)", przeciwnie - stał się świeższy, wyrazistszy i wyzwolony z ograniczeń narzuconych przez jednego wydawcę.

Jednocześnie komiks ten jest hołdem dla Didiera Comesa, twórcy który zaistniał dzięki periodykowi Castermana, poprzez pociągnięcie jego ulubionego wątku - człowieka z zewnątrz próbującego przeniknąć tajemnice w małej, zamkniętej społeczności.

Komiks ten nie miałby szans na osiągnięcie sukcesu i zdobycie uznania, gdyby rysownik - Alain Bignon nie był godnym partnerem dla doświadczonego scenarzysty. Na szczęście artysta ten stanowi klasę sam dla siebie - jego kreska wyraźnie nawiązująca do comesowej, charakteryzuje się zarazem jednoznaczną rozpoznawalnością i charakterystycznym stylem.

Choć komiks ma charakter kryminalny, to otwarta atmosfera miasteczka Morlec i pogodna kolorystyka sprawiają, że czyta się to bardzo lekko i przyjemnie. Co więcej, historia nie ma konstrukcji liniowej, raczej rozwija się własnym trybem a rozwiązanie zagadki bynajmniej jej nie ucina, co dodatkowo podkreśla, że wątek kryminalny służy jedynie ożywieniu narracji, a jej głównym celem jest ukazanie relacji między postaciami komiksu oraz uwypuklenie sposobu w jaki funkcjonuje miejscowość tworząca scenografię opowieści.

Sama zagadka kryminalna nie zapowiada zresztą mrożących krew w żyłach wydarzeń. Chodzi o grób, który w tajemniczy sposób zostaje przeniesiony z Morlec do pobliskiego Porlec. A i detektyw, któremu przyjdzie ją rozwiązać, to w istocie pisarz, który przyjeżdża do nadmorskiej miejscowości trochę na prośbę zaprzyjaźnionego oberżysty, a trochę dla odnalezienia spokojnego miejsca do napisania nowego dzieła. Nie oczekujmy jednak komiksu adresowanego do młodszych czytelników; należy pamiętać, że za scenariusz odpowiada Forest, który lubi pikantne elementy w swoich opowieściach, a i nawiązania do Comesa wskazują, że nieco mrocznej atmosfery także się tu pojawi.

Opowieść zmienia się w sposób dość zaskakujący, choć sam Forest wyjawia nieco w przedmowie, w której pisze: "W końcu nic nie jest bardziej zwyczajne, niż historie o niezwykłych kotach". Trzeba tu zaznaczyć, że Morlec to prawdziwy koci raj - zamieszkują je całe ich stada. A ponieważ koty te są w rzeczy samej niezwykłe - czytelnik powinien przygotować się na różne zaskakujące zwroty wydarzeń.

Album ten jest znakomitym uwieńczeniem komiksowej kariery scenarzysty, który pozostawił po sobie dorobek godny największych twórców komiksowego świata i do ostatnich lat zachował swoje najlepsze walory. Komiks trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej planszy, bohaterowie tworzą jedyny w swoim rodzaju świat, z którego czytelnik nie chce się wyprowadzać, a rysownik ukazuje to w tak sugestywny i miły oku sposób, że można śmiało powiedzieć, iż opowieść ta stanowi kanon francuskiego komiksu. Jeśli ktoś (co jest w Polsce raczej naturalne) z twórczością Jean-Claude'a Foresta dotąd się nie zetknął, to na pewno nie będzie zawiedziony jeśli właśnie od "Il Faut y Croire pour le Voir" rozpocznie swoją znajomość z tym autorem.

Arek Królak

Aha - jeszcze ciekawostka na koniec. Ponoć planowana jest nowa adaptacja filmowa Barbarelli. W roli tytułowej ma wystąpić Drew Barrymore. Informacje na ten teamt można znaleźć łatwo w Internecie, np. tutaj:

Lambiek: http://www.lambiek.net/fr/forest_jean-claude.html

Bibliografia (z konieczności - wybór):

Charlot (sc. Art Montaubert) [Société Parisienne d'Édition]:
1953 - Charlot a de la Chance
1954 - Charlot et les Mammouths
1954 - Charlot contre Mandrago Satanas
1955 - Charlot Chercheur d'Uranium
1955 - Charlot dans le Grands Monde
1956 - Charlot Chevalier de la Table Ronde
1956 - Charlot dans les Affaires
1958 - Charlot se Débrouille
1960 - Charlot Pionnier Interplanétaire
1961 - Charlot et les Robots
1962 - Charlot Gagne un Royaume

Bicot:
1961 - Aux Jeux Olympiques (sc. Maric) [Azur]
1980 - Bicot aux Jeux Olympiques (sc. Martin Branner) [Henri Veyrier]

Barbarella:
1964 - Barbarella [Le Terrain Vague]
1974 - Les coleres du Mange Minutes [Kesselring]
1977 - Le Semble-Lune [Pierre Horay]
1982 - Le Miroir aux tempetes (rys. Daniel Billon) [Editions du Fromage]
1994 - Integrale Premier Tome (wyd. zbiorcze) [Les Humanoides Associés]

Hypocrite:
1973 - Hypocrite et le monstre du Loch Ness [Edition Serg]
1973 - Comment Décoder l'Etircopyh [Dargaud]
1974 - N'importe quoi de Cheval [Dargaud]
1975 - La revanche d'Hypocrite (wyd. zbiorcze) [Edition Serg]

Les Naufragés du Temps (rys. Paul Gillon):
1974 - L'étoile endormie [Hachette]
1975 - La mort sinueuse [Hachette]
1976 - Labyrinthes [Hachette]
1976 - L'univers cannibale [Hachette]

Léonid Beaudragon (rys. Didier Savard):
1986 - Le Fantôme du Mandchou Fou [Bayard Editions]
1990 - La Nuit des Totems [Alpen Publishers]
1992 - Le Scaphandrier du Lundi [Alpen Publishers]

Pojedyncze albumy:
1951(?) - Hippolyte et les Diamants de Pesetas-City [ELAN]
1972 - Mystérieuse Matin, Midi et Soir [Edition Serg]
1975 - Bébé Cyanure [Glenat]
1976 - Tiroirs de Poche et Fonds de Miroirs [Pierre Horay]
1979 - Ici Meme (rys. Jacques Tardi) [Casterman]
1981 - La Jonque Fantôme Vue de l'Orchestre [Casterman]
1984 - Enfants, c'est l'Hydragon qui Passe [Casterman]
1985 - Le Roman de Renart (rys. Max Cabanes) [Futuropolis]
1996 - Il Faut y Croire pour le Voir (rys. Alain Bignon) [Dargaud]

Inne:
1983 - powieść "Lilia entre l'Air et l'Eau" [Casterman]
2004 - Philippe Lefevre-Vakana, Jean-Claude Forest "L'Art de Jean-Claude Forest" [L'An 2]

źródła:
http://www.bedetheque.com
http://www.hollywoodcomics.com/forest.html